Nareszcie jest! Piętnaście miesięcy męki oczekiwania, ale zawitał – najpierw na serwerach MorphOS-Teamu, a wkrótce potem na naszych dyskach twardych. Czy było warto czekać? Co okazało się największą niespodzianką, a co największym zawodem? I czy użytkownikom MorphOS-a można w ogóle dogodzić? Wprawdzie odpowiedzi na to ostatnie pytanie nie znam, ale do pozostałych postaram się jakoś ustosunkować.

Pierwszym, co zwraca naszą uwagę gdy przeglądamy newsa jest nowa, kolorowa grafika (autorstwa Andre Siegela, czyli nadwornego grafika MOS-Teamu), przedstawiająca PowerBooka i towarzyszący mu monitor, wyświetlające to samo kolorowe oko mieniące się feerią barw:

Wygląda więc na to, że wprowadzoną w bieżącej wersji funkcjonalność obsługi wielu monitorów team uznaje za „wiodący numer” aktualizacji 3.12. Faktycznie, jest to rzecz ciekawa, potrzebna i – jak to mówią w Federacji Rosyjskiej – „Na zapadie analogow niet”. W praktyce wygląda tak, że po podpięciu drugiego wyświetlacza do wolnego złącza naszego PowerBooka bądź Power Maca najpierw „widzimy podwójnie” (prosimy nie regulować okularów), ale jednocześnie otrzymujemy w ustawieniach systemu możliwość konfiguracji dodatkowego ekranu (z dodatkiem .1), na który następnie możemy przerzucić interesujący nas program w jego ustawieniach MUI.

„No, panie! Ameryka!” – można by zakrzyknąć, oczyma wyobraźni widząc rozwiązania „rozszerzonego pulpitu” obecne nie od dziś w pozostałych wiodących na świecie systemach operacyjnych. Żeby jednak nie było zbyt słodko: po pierwsze, funkcja ta działa póki co jedynie na kartach Radeon R200/R300/R400. Posiadacze szybszych kart muszą jak na razie obejść się smakiem. Po drugie – nie mamy możliwości płynnego przenoszenia wskaźnika myszy (tudzież okien) na „sąsiedni/rozszerzony pulpit”, musimy klikać w gadżet zmiany aktywnego ekranu. Trzecim zaś (na szczęście – ostatnim) ciosem dla zadowolonej z siebie mosowcy jest fakt, że konsumpcja pamięci graficznej rośnie wykładniczo, a na nadmiar VRAM-u raczej nie narzekamy (tym bardziej że komputery z serii PowerBook mają jej maksymalnie 128 megabajtów). To rzekłszy – developerzy spod znaku motyla obiecują, że to dopiero pierwsza wersja, zaś wspomniana funkcja jest w stadium aktywnego rozwoju. Trzymamy ich za słowo i przechodzimy dalej.

Kolejna sprawa to usprawnienie regulacji temperatury, prędkości wiatraków i manipulacji częstotliwością procesora w przeróżnych modelach Maków. Na tę funkcjonalność wielu czekało (głównie ci, którzy mieli przeróżne problemy z wiatrakami w PowerBookach). Natrafiamy jednak na pewną – z pozoru zagadkową – ciekawostkę na liście, wprowadzono bowiem obsługę regulacji temperatury/częstotliwości procesora w – uwaga – komputerach Power Mac 11,2 (czyli Dual/Quad Core G5 ze slotami PCIe) oraz Power Mac 12,1 (czyli iMac G5)! Zaraz, kochani, czy coś przeoczyliśmy? Czy ktoś ogłaszał support dla tych maszyn? Otóż z całą mocą nadanego mi urzędu mogę powiedzieć, że nie. No ale jeśli supportu nie ma to po co umieszczać w publicznej wersji systemu dziwne komponenty służące ewidentnie tylko do obsługi wspomnianych komputerów? Otóż! Moi drodzy, oficjalnego wsparcia nie ma, ale jest nieoficjalne, czyli sprawa wygląda podobnie jak w przypadku Power Maca ‘Cube’. Jak w starym dowcipie: Jeśli MorphOS-Team mówi „nie”, to znaczy „być może”. Jeśli mówi „być może” to oznacza „tak”, a jeśli mówi „tak” to nie jest damą… Hmm, chyba zgubiłem puentę. Tak czy siak – wspomniane komputery zadziałają z publicznym MorphOS-em w wersji 3.12. Musicie jednak wiedzieć, że spośród iMaców G5 zadziała tylko jeden model (20-calowy 2,1 GHz z kamerą iSight, czyli A1145), zaś dwu- i czterordzeniowe Power Maki potrzebują do działania kompatybilnej karty graficznej, gdyż nieczuły producent wyposażył je standardowo w karty niezbyt lubianej przez amigowców firmy nVidia. Szczęściem zadziałają standardowe pecetowe karty z chipsetem R500 wzwyż (np. szeroko polecane Radeony X1950 – uwaga, nie wszystkie modele chcą działać! Zachęcamy do lektury postów na forum, gdzie ludzie zamieszczają zdjęcia sprawdzonych kart), ale coś za coś – nie będziemy się wówczas mogli pobawić w Open Firmware, czy uruchomić OS X… Chyba że zostawimy sobie w którymś ze slotów rozszerzeń starą, applowską grafę. Przecież po włożeniu Radzia w PCIe x16 zostają nam 3 wolne sloty (jeden x8 i dwa x4)! Chociaż nie, jeśli chcemy korzystać z sieciówki po kablu to wypada wygospodarować jeszcze jeden slot na kompatybilnego Realteka, gdyż wbudowany na płycie głównej układ nie doczekał się jeszcze wsparcia. Pewien podejrzany element (pozdrowienia dla kolegi Michała) rozsiewa pogłoski, że jeśli odpowiednia ilość użytkowników zarejestruje system na wspomnianych Power Maczkach to któryś z devów się zlituje i napisze ten sterownik do sieciówy. Co ciekawe – sieć bezprzewodowa powinna zadziałać bez problemu, gdyż moduł AirPort/Bluetooth jest ten sam co dla „późnych” PowerBooków i iBooków. Powiem Wam bez ogródek, że osobiście bardzo chętnie przesiądę się na Quada, ale muszę najpierw serwisować mu wodne chłodzenie, więc… eee… może tak po Świętach? Taaak. Po Świętach to dobry termin.

Kolejnym „mocnym uderzeniem” jest nowe (chociaż to też powinienem wziąć w cudzysłów) Odyssey. Przeglądarka nosząca dumnie numer 1.26 doczekała się bowiem face-liftingu

w tradycji nawiązującej do nowych wersji Fiata 126p (”dwie listwy doszły po bokach i klamki zmienili na jeszcze piękniejsze”). No, może trochę przesadzam. Zmian jest sporo, jednak silnik pozostał ten sam. Poprawki dotyczą GUI, szeregu problematycznych stron (tak, tak, Allegro.pl – do Ciebie mówię!), wyeliminowania mniej lub bardziej natrętnych bugów, tudzież zastosowania całego szeregu technologii sieciowych w nowszych odsłonach (mowa tu o między innymi o HTTP, TLS, cURL, OpenSSL, SQLite, FFmpeg i tak dalej, i tym podobne). Przeglądarki opartej na nowym silniku możemy się spodziewać (to słowa Jacka Piszczka) najwcześniej w połowie 2020 roku. Wielka szkoda, że Odyssey 1.26 nie ma zaimplementowanego eksperymentalnego JIT dla JavaScript od ‘bigfoota’, choćby nawet w tej wersji, którą mamy dostępną od lipca 2018. Biorąc jednak pod uwagę ambitny projekt nowego kernela działającego pod procesorami x64, z którym ‘bigfoot’ wyskoczył jak przysłowiowy diabeł z pudełka w Neuss, można zrozumieć jego brak czasu. Niestety, cierpi na tym również wsparcie dla nowszych kart graficznych (3.12 nie wprowadza obsługi żadnego nowego modelu). Wart wzmianki jest również fakt, że „tryb prywatny” jest teraz domyślnie włączony, co może powodować niekompatybilność z niektórymi stronami, które do tej pory wchodziły nam na ustawieniach domyślnych. Oczywiście można to ustawienie wyłączyć, tylko trzeba wiedzieć gdzie.

Stos Helios, czyli technologia obsługująca urządzenia podłączane przez port FireWire, został odświeżony i dołączony do systemu – nie trzeba nic instalować i konfigurować osobno. Dyski podłączane przez FW idą „z marszu”, na obsługę kamer iSight raczej bym natomiast nie liczył. Co ciekawe – po FireWire możemy również zrzucać na drugą maszynę info debugu w przypadku napotkania jakichś niemiłych niespodzianek (na przykład: „Komputer nie wyświetla nic na ekranie pod 3.12!” – ale o tym później).

Na osobną wzmiankę zasługuje również benedyktyńska praca Michała Żukowskiego, który z uporem godnym lepszej sprawy przedziera się przez gąszcz sterowników CUPS i SANE, dostarczając nam możliwości obsługi pod MorphOS-em nowych modeli skanerów i drukarek. Z drukarkami nie jest co prawda tak, że „podłączam i działa” (więcej w osobnym artykule w bieżącym numerze pisma), ale poczyniliśmy olbrzymi postęp w stosunku do TurboPrinta. Jeśli chodzi o skanery – to co pisałem o każdorazowym, „ręcznym” wgrywaniu odpowiedniego firmware do niektórych skanerów w jednym z poprzednich numerów „Amigi NG” właśnie się zdezaktualizowało – SCANdal potrafi to już zrobić automatycznie.

Nowe funkcjonalności pojawiły się też w mniej spektakularnych formach:
▪ MUI obsługuje Unicode, (dodano też możliwość sprawdzania pisowni w UTF-8),
▪ FlowStudio jest jeszcze lepszy (a do tego – obsługuje składnię LUA, z czego ucieszą się ludzie piszący skrypty dla Hollywood),

▪ doczekaliśmy się także (utęsknionej przez wielu użytkowników) możliwości przyciszenia, a nawet wyłączenia applowskiego „gongu” przy starcie, który z jednej strony upewnia nas, że wstępny test hardware wyszedł prawidłowo, ale z drugiej – budzi rodzinę i najbliższych sąsiadów gdy w środku nocy dopadnie nas reset.

Zmian oczywiście jest dużo, dużo więcej niż tu zaznaczyłem, jednak ten artykuł nie ma na celu przepisania „release notes” ze strony MorphOS-Teamu. Dużym plusem jest fakt, że developerzy systemu wyłapują zgłaszane problemy, starają się je zidentyfikować i już-już szykują dla nas tradycyjnie „bugfixową”, nieparzystą edycję MorphOS 3.13, która naprawi to co poszło nie tak.

A co poszło nie tak?

No dobra, załóżmy że napaliliście się na nowego MorphOS-a i chcecie sobie zainstalować, a tymczasem zonk? A, to pewnie jesteście jednymi ze szczęśliwców, którzy trafili na mały bug w bootowaniu (obiło mi się o uszy, że to błąd typu „race condition”), który skutecznie uniemożliwi nam start systemu z pena, jak również uruchomienie zainstalowanego systemu jeśli instalowaliśmy z płyty. Zamiast panikować… Chociaż nie, panikować zawsze warto. Oprócz paniki powinniście spróbować poodłączać różne urządzenia USB/FireWire i spróbować ponownie. Jeśli i to nie pomaga – można podmienić plik Radeon.monitor na ten z wersji 3.11 – no, ale nie po to aktualizowaliśmy system, żeby wymieniać komponenty na stare, prawda?

Druga sprawa (której osobiście chyba nawet nie zauważyłem) to „popsucie” sposobu w jaki wygładzane są czcionki ekranowe. Niektórym użytkownikom tak ten fakt przeszkadza, że skłonni są używać wcześniejszej wersji MorphOS-a, a w każdym razie – wcześniejszej wersji freetype.library. Niby pozornie błaha historia, ale nie po to aktualizowaliśmy system, żeby… Chyba się powtarzam.

Trzecia rzecz, spędzająca sen z powiek ludziom na różnych forach MorphOS-a, to blanker wyświetlający zmieniające się obrazki z wybranego katalogu. Okazuje się, że po pokazaniu drugiego z kolei biedak się gubi i wyświetla tylko czarny ekran. Nie martwcie się jednak – ten krytyczny bug również jest już na celowniku dzielnych developerów.

’recedent’ – Amiga NG (8) 3/2019

—> do spisu artykułów

Dodaj komentarz